Co jest dla nas ważne w meblach Inna.house
Filozofia Inna.house

Co jest dla nas ważne w meblach Inna.house

Każdy ma do czegoś  słabość, prawda?

Ja mam słabość do rzeczy jedynych w swoim rodzaju. Najlepiej jedynych na świecie. Wysoko mierzę? Niekoniecznie, bo dla mnie ten warunek spełnia każde dziełko wykonane ręcznie! Przecież taka rzecz choćby w malutkim, minimalnym stopniu, ale jednak różni się od innej, nawet zrobionej przez tę samą osobę. Dlatego bardziej niż sklepowe ciasteczka lubię te domowe, a ponad idealny wygląd i zawsze identyczny smak tych kupionych bardziej cenię te maślane, z których jedno jest przypieczone bardziej, inne mniej. Jedno jest większe, inne mniejsze. I bardzo lubię patrzeć, jak moi domownicy najpierw wyjadają te, które ich zdaniem są „bardziej idealne”, ale potem te mniej idealne, ale na koniec nie gardzą tymi ostatniutkimi :-)  


Poza tym nietrudno zauważyć, że my wszyscy w Inna.house mamy słabość do…

materiałów naturalnych. Och, jaką domową „czekoladę” na bazie kakao i daktyli zrobiła ostatnio Kasia! Niebo w gębie. I samo zdrowie – wszystko z naturalnych składników. A i ja ciasteczka robię z masła, dobrej mąki i z jaj od kur, które "znam osobiście" ;-)
 

I tak samo wszyscy w Inna.house uwielbiamy w naszych meblach gdzie tylko się da stosować rzetelne, bez grama udawania lite materiały. Jeśli drewno to dębina lub buk – stabilne, twarde, wytrzymałe, takie… prawdziwe… Blaty, nóżki, korony naszych szaf i regałów, szuflady – wszystkie one są z drewna. Nie jest to tanie rozwiązanie, to prawda, ale za to bardzo trwałe. I piękne. I ponadczasowe. 

Lubimy też stosować stal, która jest niezniszczalna – moje dzieci swoje łóżko piętrowe mają od 10 lat i nie wygląda na to, by cokolwiek mu dolegało. Bo również po latach, tak samo jak naturalne drewno, stal prezentuje się elegancko i szlachetnie. A i śladów zużycia na nim nie widać.


Mamy słabość do produktów polskich. Uważamy, że dobro naszych bliskich, czy szerzej-sąsiadów, czy jeszcze szerzej- ludzi budujących na różne sposoby nasz kraj to również nasze dobro. Dlatego w Inna.house bardzo chętnie korzystamy z polskich materiałów i współpracujemy z polskimi dostawcami. I jesteśmy dumni z polskiego designu (pozdrawiamy dotmanufacture  ! )

… słabość do plastycznych prac dzieci – wszyscy w Inna.house jesteśmy rodzicami. I we wszystkich z nas, bez wyjątku,   zachwyt wzbudzają prace dzieci. Powiecie, że każdy rodzic tak ma. Prawda. Ale radością dla nas jest nie tylko widzieć pracę naszych własnych dzieci, ale również widzieć, że również Wasze dzieci chcą tworzyć prace, które my możemy potem umieścić na skórkach biurek i szaf, które powędrują do ich pokoi (poniżej fragment ze skórki na szafę Oli i Martusi) 


…uwielbienie dla pracy twórczej – oczywiście właśnie dlatego stworzyliśmy KREATOR

Bo w trakcie lat pracy przy projektach indywidualnych, w Innaprojekt  widzimy ile przyjemności i satysfakcji daje Wam uczestnictwo we współtworzeniu z nami nowego mebla, nowej przestrzeni, pokoju, mieszkania, domu, sklepu, restauracji…

W KREATORZE my zrobiliśmy pierwszy krok – zaproponowaliśmy materiały, wielkości i kształty (przypominamy, że jeżeli macie inne propozycje to dajcie nam znać – chętnie o nich porozmawiamy!). Wszystko potem, a także sposób w jaki skorzystacie z poszczególnych elementów to już Wasza niepowtarzalna kreacja! A pamiętajcie, że zawsze chętnie pomożemy w wymyśleniu mebla, którego w KREATORZE jeszcze nie ma. 

…słabość do pracy ręcznej I właśnie dlatego skórkę „I am…” zaprojektowaliśmy na bazie różnorodnych odręcznych krojów pism. Wiadomo, że w komputerach są zapisane setki fontów. Nie skorzystaliśmy z nich, bo za każdym razem napis powstaje identyczny jak ten wystukany przez inną osobę, a korzystającą z takiego samego programu i tej samej bazy krojów pism komputerowych. W skórce „I am…” przypominamy i dajemy propozycję kilkudziesięciu pomysłów na napisy kreślone ręcznie. Wiele osób pisało je różnymi narzędziami: cienkopisem, pisakiem pędzelkowym, piórem ze stalówką, piórami kaligraficznymi, pędzlami, długopisem… Pełna dowolność. 

Może z ich pomocą lub innych, które sami znacie, zechcecie tak jak my odrobinę pobawić się kaligrafią :-)


Przepis na ciastka (my mówimy na nie "kafelki" ) maślane, bez proszku do pieczenia

Szczerze to robię je bez przepisu i za każdym razem wychodzą trochę inne, ale spisałam ilości składników, które ostatnio dodawałam i oto one.

Składniki:

1 masło (200g) – daję prawdziwe masło, takie ze śmietanki

4 szklanki mąki pszennej (ja używam typ 500)

3 jajka

2-3 łyżki jogurtu (lub śmietany, kefiru, albo nawet wody)

1 szklanka cukru (ja sypię cukier ciemny – ciastka według mnie wychodzą mało słodkie, tak jak lubię; możesz dodać cukier biały - będą słodsze)

Nie dodaję proszku do pieczenia, choć ciastka są twardawe. Ale ja takie lubię. Jeśli chcesz możesz dodać pół łyżeczki proszku. 

I to są wszystkie zasadnicze składniki.

Ale czasami „dosmaczam” ciastka dodatkami. A ostatnio zrobiłam je w wersji bezglutenowej (dla koleżanki mojego syna), z mąki ryżowej + kukurydzianej + jaglanej + zmielonego siemienia lnianego.

Dodatki (zależnie od fantazji i nastroju oraz- najważniejsze- co w demokratycznym głosowaniu zaakceptują moje dzieci ;-)  ):

pół łyżeczki cynamonu lub imbiru, albo łyżka wiórków kokosowych, albo pół paczki kakao, albo paczka (wówczas mniej mąki). Czasem zamiast części mąki pszennej daję część mąki żytniej lub owsianej lub orkiszowej, albo orzechowej czy migdałowej. Albo wszystkich- ważna jest łączna objętość produktów sypkich :-) Często dodaję w miejsce części mąki pół paczki sezamu.


Sposób przygotowania:

Masło wyjmuję z lodówki i zostawiam w temperaturze pokojowej na jakiś czas by naprawdę zmiękło. Do misy miksera wsypuję mąkę, dodaję miękkie masło i miksuję zwykłymi mieszadłami jak do naleśników  aż połączą się w jednorodną, sypką mieszaninę. Następnie dosypuję do niej cukier i wbijam całe jaja. Chwilę, tak z grubsza, mieszam/miksuję tymi samymi mieszadłami, po czym zaczynam zagniatać ręką. 

Wówczas czasem (nie zawsze) okazuje się, że aby produkty dały się połączyć w jednolite ciasto potrzebuję dodać nieco jogurtu. Dlatego wyjmuję z grubsza zlepioną mieszaninę na blat stołu i dodawszy jogurt dogniatam ręcznie. Dodaję go mniej lub więcej w związku z wielkością jaj (czasem okazuje się, że wcale nie muszę dodawać jogurtu, bo jaja były na tyle duże, że pozwoliły na zlepienie wszystkiego). Niekiedy muszę nawet dosypać trochę mąki gdy ciasto jest zbyt lepkie.


Ciasto staram się zagniatać szybko. Następnie dzielę je na części, każdą po kolei rozwałkowuję na grubość około pół centymetra (zwykle nieco cieniej), a następnie kroję zwykłym karbowanym radełkiem do ciasta na kwadraciki (lub co wyjdzie ;-) ).

Piekę w temperaturze około 220 stopni niedługo, bo ciastka to żartownisie i po kilku minutach niezmiennej bladości, gdy dosłownie na chwilę się odwrócę, nagle robią się ciemne. 

Smacznego!

                                                                   ​



Magda
Magda
mama, żona, architekt wnętrz
"Zmienny Wiatr", jak ostatnio nazwało mnie moje najmłodsze dziecko. A dzieci - każdy to wie - się nie mylą.

Zobacz również

We need to do better.
We need to do better.

Czyli skąd się wziął pomysł na skórkę "I am..."? O tym, jak czasem możemy siebie postrzegać i czy tak powinno być. Thank you, Katherine Young!

Prawdziwi kobieta i mężczyzna - rzecz o schematach
Prawdziwi kobieta i mężczyzna - rzecz o schematach

O schematach w projektowaniu, o schematach w życiu. Czy "prawdziwa kobieta" nie zajmuje się programowaniem, matematyką, inżynierią, astronomią, fizyką?